Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2017

Farmona | Szampon z czarnej rzepy

Moje włosy podobnie jak moja cera, są dość nieposłuszne, wkurzające i szybko się przetłuszczają. Co prawda wiem że powinnam zrobić jakieś badania i być może tam znajdzie się jakaś przyczyna, ale na razie z powodu lenistwa i braku czasu, postanowiłam ratować się naturalnymi kosmetykami. 

Dziś pod lupę idzie szampon Farmona Herbal Care, z czarną rzepą. Producent zawarł w kosmetyku substancje myjące na bazie kokosu, które mają na celu oczyszczenie i pielęgnację skóry głowy oraz włosów. Główny składnik, a więc ekstrakt z czarnej rzepy odżywia i wzmacnia cebulki oraz hamuje wypadanie włosów. W dodatku do składu została zawarta keratyna, która ma odżywić i odbudować strukturę włosa.


Producent jest mi już dobrze znany z naturalnych i zdrowych kosmetyków, opartych na bazie naturalnych składników, dlatego też i tym razem sięgnęłam po szampon Farmony. Również i w tym przypadku na opakowaniu możemy zauważyć napis 0% barwników, parabenów czy alkoholu.

Cena kosmetyku również zachęca, ponieważ za buteleczkę o wielkości 330 mililitrów, zapłacimy jedynie około 8 złotych. 

Produkt jak dla mnie okazał się wyjątkowy, jednak myślę, że naturalne kosmetyki są specyficzne i nie dla każdego. Przede wszystkim ziołowy zapach, który uwielbiam, innych może odrzucać. Szampon ma żelową, przezroczystą konsystencję oraz wygodny otwór do aplikacji produktu. Jest bardzo wydajny i dobrze się pieni. Jestem bardzo zadowolona z efektów po myciu włosów, ponieważ są one świeże i bardzo lekkie. Po regularnym stosowaniu szamponu, mogę śmiało stwierdzić, że wypadanie w pewnym stopniu ustało, a włosy odzyskały zdrowy wygląd. Jako idealny dodatek stosuję odżywkę z tej samej serii, ponieważ bez niej włosy są bardzo splątane.  


Uważam jednak, że szampon spełnia swoją funkcję, a stosując go wiem że moje włosy są pod dobrą opieką. Myślę, że po zużyciu pierwszej buteleczki, koniecznie zaopatrzę się w kolejną lub wypróbuję innych serii od Farmony :) A czy Wy znacie tę markę? Też macie problem z ich wypadaniem? 

sobota, 29 kwietnia 2017

Loreal Paris | Podkład nawilżający True Match

Zachęcona ciekawą reklamą i wspaniałą aktorką, która w niej wystąpiła, zostałam właścicielką podkładu Loreal Paris True Match. Mowa oczywiście o Evie Longorii i podkładzie, który według producenta ma dopasowywać się do praktycznie każdego odcienia skóry. Oferta kosmetyku ma szeroką gamę 9 odcieni, a jego udoskonalona formuła posiada olejki eteryczne i składniki nawilżające. Nie wiem czy każda z Was kojarzy starszą edycję True Match. Ja pamiętam, że kiedyś miałam okazję zużyć jedno opakowanie, więc tym chętniej sięgnęłam po nowszą wersję w poszukiwaniu różnic w nowym wydaniu. 

Już na etykiecie czytając o składnikach produktu, możemy znaleźć wiele nowości. Formuła True Match została wzbogacona o trzy nowe hybrydowe pigmenty. Ma to spowodować lepsze precyzje kolorystyczne osiągane przez podkład. Cztery olejki eteryczne pozwalają na równomierne wykończenie makijażu, a składniki nawilżające takie jak gliceryna, witamina E czy B5 zapewnić mają wyjątkowy komfort i gładkość i miękkość skóry twarzy.


Oczywiście w moim przypadku padło na najjaśniejszy odcień 1N - Ivory. 
Podkład możemy dostać w buteleczce o objętości 30ml, w cenie około 39 złotych.


Przede wszystkim, już podczas pierwszego użytkowania można zwrócić uwagę na to jak lekko i łatwo można ten podkład rozprowadzić. Rzeczywiście, producent spełnił obietnice i czynniki nawilżające zdały egzamin. Po użyciu podkładu, nie musimy martwić się o efekt maski czy poczucie ciężkości. Jeżeli chodzi o odcień kosmetyku to w moim przypadku ciężko jest znaleźć idealnie dopasowany to mojej bladej cery, jednak Loreal Paris daje radę. Niestety z powodu mojej tłustej cery, po paru godzinach od pomalowania się, zaczynam się bardzo świecić, dlatego bibułki matujące i puder muszę mieć ciągle przy sobie.


Mimo to mogę podkład szczerze polecić osobom głównie z cerą bezproblemową, normalną. Duży plus za naturalne efekty makijażu i brak uczucia ciężkości. Myślę, że kosmetyk spełnia świetnie swoje funkcje nawilżania i dopasowywania się do cery. Dodatkowo podkład ma bardzo eleganckie opakowanie, jak to zazwyczaj bywa w przypadku produktów od Loreal Paris. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

Soraya | Body Diet 24 pielęgnacja na noc

Soraya, znana i popularna polska marka kosmetyczna. Choć znam tę markę tam samo jak każdy, to ciężko mi przypomnieć sobie jakikolwiek używany od niej kosmetyk. Jednak jak każda firma, Soraya równiez chce się wyróżnić i zaproponować klientom wyjątkowe i oryginalne kosmetyki. Tym razem marka wyszła na przeciw kompleksom Polek i stworzyła specjalistyczna linię kosmetyków do pielęgnacji ciała Body Diet 24. Kosmetki w zależności od funkcji, mają zniwelować nadmiar tkanki tłuszczowej, pomóc pozbyć się rozstępów lub nawet zapewnić jędrność. 

Skuszona nowościami i atrakcyjną ceną, zakupiłam dwa kosmetyki z tej linii, jednak na pierwszy ogień przedstawię jeden z nich, Soraya, Body Diet 24 pielęgnacja na noc, intensywnie odchudzająca. Kosmetyk dostępny jest w wygodnym opakowaniu o objętości 200 ml, w przyzwoitej cenie 18 złotych. Ten nocny koncentrat jest wzbogacony o kofeinę i jak zapewnia producent, przeznaczony jest dla kobiet, które chcą wysmuklić sylwetkę i znacząco poprawić elastyczność skóry.


Główne składniki:

Keton malinowy zwany fat burnerem - aktywuje procesy spalania tłuszczu w komórkach podczas snu, wysiłku oraz w stresie.

Adipobloker - hamuje dojrzewanie komórek tłuszczowych

Dieta komórkowa - blokuje wchłanianie glukozy w komórkach tłuszczowych, dzięki czemu ogranicza im kalorie

Skoncentrowana kofeina - przyspiesza przemianę materii, pobudza krążenie krwi.


Dla uzyskania oczekiwanych efektów, byłam pewna że nie wystarczy samo wsmarowywanie kosmetyku, więc podczaj kuracji jednym opakowaniem starałam się regularnie ćwiczyć. Preparat wsmarowywałam okrężnymi ruchami w umytą i wysuszoną skórę, aż do całkowitego wchłonięcia.


Szczerze to nie oczekiwałam spektakularnych efektów no i się ich nie doczekałam. Mimo to za taką cenę, jestem bardzo zadowolona z użytkowania produktu, bo przede wszystkim dzięki regularnemu stosowaniu poprawiło mi się nawilżenie mojego ciała. Skóra jest delikatna i wygładzona, a codziennie użytkowanie kosmetyku sprawiało dużą przyjemność dzięki słodkiemu zapachowi. Zauważyłam, że zwiększyła się elastyczność skóry, ponieważ stała się ona bardziej napięta. Dlatego też mogę polecić linię Body Diet 24 od marki Soraya, jednak sugeruję stosować kosmetyki wraz z regularną aktywnością fizyczną.

wtorek, 28 marca 2017

Bioliq Pro | Serum rewitalizujące

Nie ukrywam, że jestem podatna na opinie innych, łatwo mnie do czegoś przekonać i szybko mogę zmienić zdanie. Przykładowo coś mi nie podoba, jednak gdy zaczyna być modne i ogólnodostępne, zaczynam się do tego przekonywać. Tak samo bywa gdy widzę ciekawą reklamę, czy produkt w ładnym opakowaniu. Tym razem skusiła mnie telewizyjna reklama :) Macie podobnie?

Kosmetykiem, o którym dziś mowa jest Bioliq Pro serum intensywnie rewitalizujące z kawiorem. Jak to mówili w reklamie, kosztuje mniej niż 30 złotych, więc cena jest przystępna. Ja zapłaciłam dokładnie 23 złote za buteleczkę o objętości 30 ml. W składzie produktu możemy znaleźć ekstrakt z korzenia tarczycy bajkalskiej i z kawioru. To właśnie te składniki mają stymulować rewitalizację skóry. Według producenta serum hamuje starzenie komórek skóry na drodze enzymatycznej, oddziałuje na metabolizm preadipocytów i adipocytów, co widocznie wpływa na kontur twarzy.


Sposób stosowania jest bardzo prosty i przyjemny. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie używałam żadnego innego kosmetyku z pipetką, jednak okazało się to być banałem. Aplikujemy więc kosmetyk właśnie za pomocą tej pipetki albo na opuszki palców albo bezpośrednio na twarz, ja jednak zdecydowanie wolę nakładanie serum w pierwszej kolejności na palce. Kosmetyk delikatnie wmasowaujemy, możemy stosować go rano pod makijaż oraz wieczorem jako element codziennej pielęgnacji.


Ja początkowo przez okres kilku tygodni zdecydowałam się na jego używanie pod makijaż, ponieważ zauważyłam, że moja skóra twarzy się bardzo przetłuszcza i pomyślałam, że zwykłe kremy stosowane przeze mnie są po prostu zbyt tłuste. Serum Bioliq trochę ulżyło moim kłopotom i cera się uspokoiła, nie ukrywam jednak że w czasie testowania produktu, wypróbowałam także matujący podkład, który okazał się strzałem w dziesiątkę.


Bioliq jednak na długo zagrzał miejsce w mojej kosmetyczce, a od niedawna używam go również do pielęgnacji na noc. Czuję, że skóra staje się odżywiona i pełna energii na lato. 

A czy Wy stosowałyście już serum marki Bioliq? A może inne produkty tej firmy, które możecie polecić? :)

czwartek, 23 marca 2017

Ziaja krem na noc | Liście Manuka

Kochani, dziś kontynuując serię kosmetyków polskiej marki, Ziaja Manuka, chcę Wam przedstawić tym razem krem na noc. Z reguły jestem bardzo leniwa i nie lubię, a raczej nie umiem stosować czegoś regularnie. Od pewnego czasu jednak mam problem z nadmiernym przetłuszczaniem się skóry twarzy. Szukając przyczyn, natrafiłam na artykuł o skórze odwodnionej, której jednym z objawów jest właśnie przetłuszczająca się cera. W tym wypadku poleca się ku mojemu zdziwieniu intensywne nawilżanie. Postanowiłam więc spróbować tego rozwiązania i starając się przezwyciężyć wrodzone lenistwo, używałam kremu codziennie przed snem.


Ziaja Manuka Tree Purifying to mikrozłuszczający krem na noc przeciw trądzikowi, zawierający w swoim składzie kwas migdałowy. Za 50 ml produktu zapłacimy 19 złotych, a krem okazuje się być dość wydajny. Jeśli widząc słowo kwas, które pojawiło się w składzie kremu przestraszyłyście się, to mogę Was zapewnić, że owo 3% kwasu migdałowego jest bardzo niewielką ilością i podczas jego stosowania nie powinny nas spotkać żadne większe problemy z tym związane. Producent zapewnia, że krem ma przynieść skórze równowagę i świeżość. Zawiera substancje czynne, głęboko oczyszczające:
- antytrądzikowo-złuszczajacy kwas migdałowy
- ekstrakt z liści Manuka o działaniu antybakteryjnym
- ściągająco-łagodzący glukonian cynku.


Osobiście udało mi się używać tego kremu już przez parę tygodni. Pierwsze efekty jakie zauważyłam to delikatnie wygładzenie skóry, zwłaszcza w miejscach, w których mam problem z zaskórnikami. Rzeczywiście działa bardzo ściągająco, poprawiając elastyczność mojej skóry i redukuje widoczność porów. Krem nie podrażnił mnie. Na czole oraz na brodzie zauważyłam także stopniowe rozjaśnienie przebarwień, dzięki czemu moja skóra w końcu zyskuje jednolity koloryt.


Myślę, że seria Ziaja Manuka jest bardzo trafioną serią, za dobrą cenę możemy uzyskać naprawdę zadowalające efekty. Jestem jednak świadoma, że na wszystko potrzeba trochę czasu, dlatego zamierzam w dalszym ciągu testować skuteczność kremów z tej linii. Dajcie znać czy Wy miałyście już styczność z kosmetykami z tej serii? Jak sprawdza się u Was? :)

piątek, 10 marca 2017

Ziaja krem na dzień | Liście Manuka

Jeśli śledzicie mojego bloga, dobrze wiecie że jestem fanką kosmetyków marki Ziaja. Polska produkcja, naturalne składy, niskie ceny, zazwyczaj również zadowalające efekty. Seria Manuka Tree Purifying marki Ziaja przewijała się już dość długo na mojej wishliście. Co prawda pamiętam, że kiedyś od czasu do czasu używałam żelu oczyszczającego do twarzy z tej linii, jednak tym razem planowałam podczas regularnego stosowania, cierpliwie oczekiwać pierwszych efektów.


Krem z Ziaji liście manuka na dzień, możemy dostać w objętości 50 ml za bardzo przystępną cenę około 10 złotych. Kosmetyk jest bardzo łatwo dostępny, możemy go dostać praktycznie w każdej drogerii a nawet aptece. Zaczęłam go stosować codziennie rano, przed nałożeniem makijażu. Nie ukrywam, że zrobił on na mnie spore wrażenie, ponieważ okazał się być bardzo lekki i nietłusty. Dodatkowo posiada niski filtr ochronny 10 SPF. Rano również potrzebuję kosmetyku, który szybko się wchłonie, ponieważ zazwyczaj w pośpiechu zbieram się do pracy czy szkoły. Taki okazał się być na szczęście biały kremik manuka. Szybko się wchłania i praktycznie od razu po jego zastosowaniu, mogę nakładać podkład.


Substancje czynne głęboko oczyszczające:
- ekstrakt z liści Manuka o działaniu antybakteryjnym,
- ściągająco-łagodzący glukonian cynku,
- normalizujący kwas oleanolowy.
Substancje czynne głęboko nawilżające:
- biodostępna sól kwasu hialuronowego,
- alga brunatna Laminaria ochloreuca

Producent zapewnia także o efektach matujących i zmniejszeniu tłustości skóry. Nie ukrywam, że mam tłustą cerę i bardzo liczyłam na te właśnie właściwości kremu. Myślę, że odkąd go stosuję zauważyłam niewielką poprawę, jednak nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić czy to zasługa Ziaji czy odstawienia poprzedniego kosmetyku pod makijaż. Krem jest dość wydajny i została mi jeszcze mniej więcej połowa tubki, dlatego też będę cierpliwie stosować go do końca w nadziei na lepszy efekt matowienia.


Krem posiada jednak sporo innych atutów, między innymi nie zapycha skóry twarzy i ładnie ją nawilża. Nie podrażnił mnie, myślę, że raczej złagodził istniejące podrażnienia i zaskórniki. Podsumowując, jestem zadowolona z początkowych efektów tego kremu, jednak w dalszym ciągu będę go stosować w oczekiwaniu na więcej :)

wtorek, 28 lutego 2017

Cosmetics must have ♥ | Dresslily

Kochani! Dziś przygotowałam dla Was recenzję kosmetycznych nowości od Dresslily!

Na pierwszy ogień idzie zestaw do makijażu twarzy (KLIK)

Zestaw składa się z trzech pędzli do makijażu w kształcie szczoteczki do zębów oraz beauty blendera i gumowej szczoteczki do mycia pędzli. Już jakiś czas temu pojawiła się kosmetyczna rewolucja związana z tymi pędzlami, dlatego byłam ich bardzo ciekawa. W paczce otrzymałam pędzel do pudru, podkładu oraz eyelinera. Muszę przyznać, że użytkowanie ich jest łatwe i przyjemne. Jednak moim hitem stał się oczywiście kultowy beauty blender, który jak widać nawet na zdjęciach, jest bardzo namiętnie użytkowany. Na koniec moja pierwsza gumowa szczotka, która okazała się strzałem w dziesiątkę!



Kolejnym zamówionym przeze mnie zestawem jest zestaw 12 sztuk pędzli do makijażu oczu (KLIK). W tym zestawie znalazł się naprawdę bardzo szeroki wybór ślicznych, eleganckich pędzli, między innymi do powiek, czy do brwi. Każda właścicielka znajdzie im odpowiednie zastosowanie, zwłaszcza, że są one bardzo miłe i delikatne w dotyku, a po paru użytkowaniach mogę śmiało stwierdzić, że nie gubią włosia!



Na koniec zostawiłam prawdziwą perełkę! 12 sztuk wodoodpornych kredek do ust (KLIK). Wybór kolorów jest naprawdę ogromny, od codziennych odcieni, idealnych do szkoły czy pracy, po imprezowe, odważniejsze kolory. Klasyczny, elegancki wygląd opakowania oraz jak się okazało bardzo łatwa aplikacja. Dodatkowo odkryłam, że kredki świetnie pełnią funkcję również eyelinera! 



niedziela, 26 lutego 2017

Pom pom | Dresslily

Wygodna i ciepła stylizacja z dzisiejszego spacerku z dodatkiem akcesoriów od Dresslily ♥ Uniwersalny, milutki szal i elegancka torebka, która stała się ostatnio moim numerem jeden! Zapraszam do oglądania zdjęć, a linki do rzeczy wstawiam poniżej :)








OOTD:
płaszcz/coat - Denley
szal/scarf - Dresslily (KLIK)
torebka/bag - Dresslily (KLIK)
spodnie/pants - Tally Weijl
botki/boots - Rosewholesale

środa, 15 lutego 2017

Maybelline Lash Sensational | tusz do rzęs

Od zawsze narzekałam na swoje rzęsy, są tak słabe i cienkie, że nawet po pomalowaniu tuszem do rzęs robiło to niewielką różnicę. Testowałam różne tusze, wydłużające, pogrubiające. Całkiem niedawno trafiłam na tusz Lash Sensational od Maybelline, które zadaniem jest zwiększenie objętości rzęs, definiując każdą rzęsę z osobna i nadając efekt wachlarza, od kącika do kącika. Zaokrąglony kształt szczoteczki o zróżnicowanej strukturze pozwala na dotarcie nawet do nakrótszych rzęs. Lekka formuła tuszu Maybelline Lash Sensational bez sklejania rzęs:
- mała zawartość włosków,
- lekka formuła wydobywająca intensywną czerń,
- lekkość formuły i kształt szczoteczki pozwalają na nakładanie maskary bez tworzenia nieestetycznych grudek.


9,5ml czarnego tuszu Lash Sensational dostaniemy w cenie około 26 złotych, w praktycznie każdej drogerii.


Jak sprawdził się u mnie?

Tusz rzeczywiście dociera nawet do najmniejszej rzęsy, szczoteczka o ciekawym kształcie, doskonale rozczesuje je i rozdziela, a co najważniejsze nie skleja ich. Rzęsy są pogrubione i wydłużone. Zauważyłam nawet delikatny efekt podkręcenia. Efekt po pomalowaniu rzęs tym tuszem rzeczywiście możemy nazwać wachlarzem :) Jestem bardzo zadowolona i od dłuższego czasu używam tylko Lash Sensational. Tusz do rzęs spełnia swoją rolę i ma zdecydowany, intensywny i mocny czarny kolor, czego innym tuszom, których zdarzyło mi się używać czasami brakowało. Kolejne atuty kosmetyku od Maybelline to trwałość tuszu. Po całym dniu na rzęsach, tusz nie kruszy się ani nie rozmazuje. Jeśli chodzi o opakowanie kosmetyku to jest ono bardzo eleganckie i estetyczne, wygodne w użytkowaniu i dość wydajne.


Produkt ogólnodostępny w bardzo przystępnej cenie, jak za tak dobrą jakość. Jeśli chodzi o tusze do rzęs i kosmetyki do oczu to lubię eksperymentować i próbować nowe, jednak do tego kosmetyku na pewno chętnie jeszcze wrócę. Dajcie znać czy testowałyście Lash Sensational i jakie jeszcze tusze polecacie do przetestowania. Jeśli chodzi o Maybelline to marka ma bardzo obszerną ofertę, być może warto więc sięgnąć po coś innego :)

niedziela, 12 lutego 2017

Catrice Cosmetics | KOREKTOR w płynie

Kochani! Jakiś czas recenzowałam korektor marki Catrice, który jak pamiętacie bardzo dobrze sprawdził się na mojej skórze i świetnie radził sobie z niedoskonałościami. Dziś sięgam po raz kolejny po kosmetyki tej marki, tym razem jest to również korektor jednak wodoodporna wersja w płynie. 

Catrice Liquid Camouflage to wodoodporny korektor w płynie o wysokim kryciu. Oprócz optymalnego krycia oferuje on pielęgnację. Płynny korektor od Catrice jest mocno napigmentowany i bardzo trwały. Dzięki praktycznemu aplikatorowi, bardzo łatwo się go rozprowadza bo skórze - zapewnia producent.


Za 5ml korektora Liquid Camouflage zapłacimy około 20 złotych. Kosmetyk okazał się bardzo wydajny, nie ma też problemu z jego dostępnością, ponieważ dostaniemy go praktycznie w każdej drogerii.


Jakie są moje wrażenia z użytkowania tego kosmetyku?

Mimo dostępności, produkt po każdej dostawie rozchodzi się jak świeże bułeczki, dlatego trochę się na niego czekałam. Wybrałam odcień 010 porcellain, ponieważ osobiście mam bardzo jasną karnację. Kolor okazał idealnie neutralny i dopasowany do mojej cery. Najbardziej sprawdza się u mnie pod oczy oraz do rozświetlania twarzy. Jeśli chodzi o krycie niedoskonałości, to zazwyczaj wybieram drugą wersję tego korektora, tę którą recenzowałam już wcześniej. Korektor okazał się być bardzo trwały i prezentuje się dobrze nawet po całym dniu w makijażu. Ma bardzo fajną konsystencję i co najważniejsze, nie zbiera się w marszczkach. Mimo mojej skłonnej do podrażnień i wysuszeń skóry, korektor nie wpłynął negatywnie na moją cerę. Najlepiej rozprowadza mi się go gąbęczką i choć próbowałam kilku innych sposobów, to z takiego efektu jestem najbardziej zadowolona :) Dodatkowe atuty korektora od Catrice to oczywiście wygodny i łatwy w użyciu aplikator oraz solidne i estetyczne opakowanie. Cena wydaje mi się również bardzo przystępna jak na tak dobry jakościowo korektor.  


Podsumowując, korektor od Catrice w porównaniu z innymi dotąd stosowanymi przeze mnie, sprawdził się najlepiej na mojej skórze. Kosmetyk nie podrażnia, spełnia swoje funkcje, a w dodatku jest wydajny i kusi niską ceną. Myślę, że po ukończeniu pierwszej buteleczki, sięgnę po kolejną :) A czy Wy stosowałyście już korektor od Catrice?

środa, 8 lutego 2017

Szczoteczka elektryczna Oral B | Vitality Cross Action

Pewnie tak jak i ja, słyszeliście dużo dobrego o szczoteczkach elektrycznych. Stały się one dość popularne, polecane przez dentystów, oglądamy w reklamach. W każdym razie nie od dziś wiadomo, że szczoteczki elektryczne w porównaniu ze zwykłymi manualnymi, oferują lepsze czyszczenie i usuwanie płytki nazębnej. 

Sporo czasu minęło zanim przemogłam się i wypróbowałam pierwszą elektryczną szczoteczkę. Wybór padł na dosyć proste i niedrogie rozwiązanie, Oral-B Vitality Cross Action. Zestaw, który zakupiłam w cenie około 77 złotych zawiera 1 rączkę szczoteczki akumulatorowej, 1 końcówkę wymienną oraz ładowarkę do szczoteczki.


Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne i jak się okazało, strach przed urządzeniem był niepotrzebny. Może to śmieszne, ale nie używając nigdy wcześniej czegoś takiego, bałam się po prostu, że obroty szczoteczki mogą być dla mnie zbyt szybkie. Mam dość wrażliwe zęby i dziąsła i martwiłam się o podrażnienia. Na samym początku, tak jak ostrzegał mnie mój chłopak, który mnie zresztą namówił do wypróbowania szczoteczki elektrycznej, poleciała mi delikatnie krew z dziąsła. Oprócz tego, nic, żadnego bólu czy podrażnień. Raczej byłam pozytywnie zaskoczona, bo rzeczywiście już po pierwszym użytku czułam, jak końcówka szczoteczki dostosowuje się do kształtu moich zębów i usuwa płytkę nazębną. 

Nieodłącznym tutaj elementem jest woododporna rączka szczoteczki, która jest zaprojektowana specjalnie do użytku w łazience. Najlepszym bajerem okazał się być jednak 2 minutowy timer, który wbudowany został w rączkę i poprzez wibracje sygnalizuje koniec czasu mycia.


Szczoteczka, którą posiadam zaopatrzona jest w tryb codziennego czyszczenia z ruchami 2D i zdolna jest wykonywać 7600 ruchów oscylacyjnych/rotacyjnych na minutę. Sama do końca nie wiedziałam co to oznacza :) Poczytałam trochę i dowiedziałam się, że końcówka wykonuje delikatne ruchy oscylacyjne, aby rozbić płytkę nazębną, natomiast ruchy rotacyjne służą do wymiatania jej, usuwając w ten sposób więcej płytki niż zwykła szczoteczka manualna.


Końcówkę szczoteczki powinniśmy wymieniać w podobnym czasie co wymieniamy szczoteczki manualne, a więc średnio co 3 miesiące. Fajnym ułatwieniem jest to, że włoski szczoteczki elektrycznej blakną, gdy zbliża się czas wymiany. Dodatkowo Oral-B proponuje różne rodzaje główek ze względu na nasze zapotrzebowanie, a każda główka pasuje do jednej rączki. Dlatego też możemy wybrać szczoteczkę wybielającą, delikatną czy nawet w kształcie tradycyjnej szczoteczki manualnej. 

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z mojej elektrycznej szczoteczki i cieszę się, że się do niej przekonałam :) 

sobota, 4 lutego 2017

Knitted nails - Neess ♥

Kochani, właściwie to za oknem już prawie wiosna, a ja przychodzę do Was z zaległą propozycją sweterkowych paznokci, które już jakiś czas temu mogliście oglądać na moich profilach na Facebooku i Instagramie. Nie ukrywam, że knitted nails od zawsze mi się podobały. W końcu nadszedł czas by spróbować je mieć. 


Aby wykonać ten manicure przygotuwujemy się jak do robienia zwykłych paznokci hybrydowych. Zaczynamy od zmatowienia płytki, potem nakładamy kolejno bazę - utwardzamy pod lampą i kolor - utwardzamy. Ja wybrałam 7505 - Karmelowa Tęsknota oraz 7508 - Rock & Róż marki NEESS. Na tym etapie wybieramy, na których pazurkach mają pojawić się sweterki. Te, na których nie będziemy wykonywać wzorku możemy od razu pokryć topem i utwardzić. Przemywamy cleanerem i teraz już został do zrobienia tylko sweter. Tylko albo aż, bo nie powiem, żeby moje sweterki wyszły idealnie.



Do wykonania ozdoby, przygotowujemy sobie drewniany patyczek i kroplę wybranego przez nas koloru. Wzorek malujemy nakładając grubsze kreski na paznokieć - całość utwardzamy. Sweterek należy poprawić raz lub kilka razy i za każdym razem utwardzić. Na samym końcu sweterki pokrywamy topem, utwardzamy i przemywamy cleanerem. O ile lewa ręka wyszła mi nawet dobrze jak na pierwszą próbę, tak z drugiej jestem niezadowolona. No ale praktyka czyni mistrza. A Wy już próbowałyście na sobie knitted nails? ♥

niedziela, 29 stycznia 2017

Tutti Frutti | Olejek do kąpieli i pod prysznic

Jestem pewna, że każdy z Was słyszał już o wyjątkowej linii produktów od marki Farmona, Tutti Frutti. Cudownie owocowa linia kosmetyków do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i soczyście świeżych zapachach. Bogactwo składników aktywnych doskonale zadba o skórę, a rozprzestrzeniający się, wyjątkowy aromat wprowadza w doskonały nastrój, stymuluje pozytywną energię, radość i chęć do działania. Zapewnienia producenta brzmią kusząco, prawda? A czy Wy testowałyście już któreś z produktów tej kolorowej, orzeźwiającej serii? 

Ja przygotowałam dziś dla Was recenzję olejku do kąpieli właśnie z tej serii.


Farmona olejek do kąpieli i pod prysznic gruszka & żurawina dostaniemy w cenie 15 złotych za 500 ml. Dzięki zawartości ekstraktów z żurawiny i gruszki oraz kompleksu nawilżającego olejek ma za zadanie nadać skórze aksamitną miękkość, nawilżenie i odświeżenie. 

Przed zakupem jednak pierwsze co mnie urzekło to rzeczywiście niska cena za dużą objętość kosmetyku. Jestem też bardzo podatna na wszystko co ładnie wygląda i przyciąga wzrok. Natomiast opakowania od Tutti Frutti na pewno nie należą do nudnych czy przeciętnych. Jasno zielona, żywa buteleczka z połączeniem ciekawych czcionek, kolorów i w dodatku ten zielony olejek, który naprawdę kusi. Choć nie stosowałam do tej pory innych serii Tutti Frutti i na pewno chętnie je przetestuję, to wiem że wybór połączenia gruszki z żurawiną był strzałem w 10! Śliczny owocowy zapach towarzyszy mi podczas prysznica, a nawet po nim utrzymuje się na skórze jeszcze przez jakiś czas. Podoba mi się także konsystencja kosmetyku, ponieważ bardzo łatwo się rozprowadza i dobrze się pieni.


Opakowanie oprócz pozytywnego aspektu estetycznego, okazało się być również bardzo poręczne i wygodne w użytkowaniu. Dużym minusem niestety okazała się słaba dostępność produktu, ale to chyba świadczy o tym jak ten zapach jest rozchwytywany :) W drogerii internetowej otrzymałam go jednak bez problemu, a dostępne są nawet całe zestawy różnych zapachów, idealne na prezent dla bliskiej osoby!


Sposób użycia według zaleceń producenta: 25ml olejku do kąpieli wlać pod strumień ciepłej wody lub stosować do mycia ciała pod prysznicem. 

Produkt mogę polecić z czystym sumieniem, a niedługo na pewno pojawią się recenzje innych zapachów z serii Tutti Frutti! 

środa, 18 stycznia 2017

Rimmel | korektor Match Perfection

Ostatnio coś często zdarza mi się testować różne rodzaje korektorów. Od lat zmagam się z nawracającym w różnym stopniu trądzikiem, więc staram się na codzień ukrywać niedoskonałości. Wciąż szukam ideału korektora, który mógłby mi w tym pomóc, nie podrażniając czy nie wysuszając przy okazji mojej skóry.



Dziś przygotowałam recenzję bardzo znanego korektora od marki Rimmel, z linii Rimmel Match Perfection. Długi czas stosowałam podkład z tej serii, ostatecznie postanowiłam sięgnąć również po korektor do zestawu. Korektor Rimmel Match Perfection jeśli się nie mylę to dostępny jest tylko w dwóch odcieniach 010 Ivory i 030 Classic Beige. Ja sama mimo bardzo jasnej karnacji skusiłam się na ciemniejszą wersję korektora czego trochę żałuję. Korektor ma dość nietypową aplikację, ponieważ jest w on w nowoczesnej formie pisaka, zakończony miękkim pędzelkiem i chociaż pierwszy raz spotkałam się z takim sposobem aplikacji, to okazała się ona bardzo wygodna i łatwa. 7 ml korektora dostaniemy w cenie około 21 złotych, jednak jest on bardzo wydajny.


Kosmetyk okazał się bardzo uniwersalny, ponieważ jest on przeznaczony dla każdego rodzaju cery. Jak zapewnia producent korektor rozświetlający Match Perfection zapewnić ma doskonałe krycie niedoskonałości oraz perfekcyjne rozświetlenie okolic oczu. Maskuje on oznaki zmęczenia. Praktyczny aplikator sprawia, że aplikacja jest bardzo precyzyjna. Kryje on także cienie i opuchnięcia pod oczami. Korektor potrafi więc połączyć dwie najbardziej pożądane funkcje: krycie i rozświetlenie.


Moje odczucia związane z tym kosmetykiem są bardzo pozytywne. Przede wszystkim nie tworząc on sztucznego efektu i nie wysuszając skóry zapewnia optymalne krycie cieni pod oczami. Nie podkreślił on także zmarszczek, w których niektóre produkty tak lubią się chować. Sprawia wrażenie całkiem lekkiego, nie obciążając zbytnio skóry! Po dłuższym czasie na skórze nie ciemnieje i ładnie utrzymuje się na twarzy. Mimo iż wybrałam odcień zbyt ciemny jak na moją karnację, to jestem zadowolona z kosmetyku i jestem pewna, że następnym razem sięgnę po odcień 010 Ivory.